Nie wyobrażam sobie bym miała nie napisać tu notki o moich OSIEMNASTYCH URODZINACH.
Niby nic wielkiego, to tylko kolejna liczba... a jednak.
Magiczna data, symbol wkroczenia w dorosłość, a jak wiadomo my Polacy (chociaż można to powiedzieć również o ludziach innych narodowości) to jesteśmy szczególnie przywiązani do symboli.
Jasne, to fajne, że możesz iść do sklepu i z dumą pokazać dowód przy kupowaniu, np. alkoholu. Ale wydaje mi się, że jest w tym coś więcej.
Jako dorosły człowiek mamy świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny, zachowanie, słowa. Wiemy co możemy, czego nie, a co jesteśmy w ewentualnym razie "znieść" i jakie są tego konsekwencje.
A co do tego ma szczyl, który zachowuje się jak 15latek wypuszczony po 8 latach niewoli w dżungli?
Ano to, że powinien pozwolić sobie na chwilkę refleksji i może jakimś cudownym sposobem dojdzie do tego, że może faktycznie i on potrafi być odpowiedzialny i sam o sobie, w sposób właściwy, decydować.
Ale bycie pełnoletnim a dorosłym to przecież różnica!
Racja, dlatego stając się pełnoletnim obywatelem naszego jakże cudnego i pięknego państwa, powinniśmy sobie uświadomić nasz aktualny "awans na wyższy lewel" i jakie są tego następstwa. Bo przecież bycie dorosłym to nie tylko podejmowanie własnych decyzji o swoim życiu, ale też umiejętne radzenie sobie z przeszkodami, które stają na naszej drodze.
Cóż... może i często zachowuję się jak niedorozwinięty 13latek, ale tylko w momentach kiedy wiem, że mogę sobie na to pozwolić. Nie czuję się dorosła, chociaż wiem, że powinnam. Myślę, że w przestrzeni kilku miesięcy lub tygodni, wyjaśni się i wyklaruje co i jak z tym moim życiem.
Mam wrażenie, że nie do końca opisałam dokładnie to co chciałam, ale zostawiam to w takiej formie jakiej jest. Zbyt zmęczona jestem na poprawki.
PS:. Najgłupsza tradycja w mojej miejscowości to "śmiecenie", nie polecam.
see u, xx










