hej

Wejdź, rozejrzyj się i przeczytaj... mile widziany komentarz :)

poniedziałek, 26 października 2015

#24 IT'S MY BIRTHDAY

Witam,

Nie wyobrażam sobie bym miała nie napisać tu notki o moich OSIEMNASTYCH URODZINACH.
Niby nic wielkiego, to tylko kolejna liczba... a jednak. 
Magiczna data, symbol wkroczenia w dorosłość, a jak wiadomo my Polacy (chociaż można to powiedzieć również o ludziach innych narodowości) to jesteśmy szczególnie przywiązani do symboli. 
Jasne, to fajne, że możesz iść do sklepu i z dumą pokazać dowód przy kupowaniu, np. alkoholu. Ale wydaje mi się, że jest w tym coś więcej. 
Jako dorosły człowiek mamy świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny, zachowanie, słowa. Wiemy co możemy, czego nie, a co jesteśmy w ewentualnym razie "znieść" i jakie są tego konsekwencje. 
A co do tego ma szczyl, który zachowuje się jak 15latek wypuszczony po 8 latach niewoli w dżungli? 
Ano to, że powinien pozwolić sobie na chwilkę refleksji i może jakimś cudownym sposobem dojdzie do tego, że może faktycznie i on potrafi być odpowiedzialny i sam o sobie, w sposób właściwy, decydować. 

Ale bycie pełnoletnim a dorosłym to przecież różnica!

Racja, dlatego stając się pełnoletnim obywatelem naszego jakże cudnego i pięknego państwa, powinniśmy sobie uświadomić nasz aktualny "awans na wyższy lewel" i jakie są tego następstwa. Bo przecież bycie dorosłym to nie tylko podejmowanie własnych decyzji o swoim życiu, ale też umiejętne radzenie sobie z przeszkodami, które stają na naszej drodze. 

Cóż... może i często zachowuję się jak niedorozwinięty 13latek, ale tylko w momentach kiedy wiem, że mogę sobie na to pozwolić. Nie czuję się dorosła, chociaż wiem, że powinnam. Myślę, że w przestrzeni kilku miesięcy lub tygodni, wyjaśni się i wyklaruje co i jak z tym moim życiem. 

Mam wrażenie, że nie do końca opisałam dokładnie to co chciałam, ale zostawiam to w takiej formie jakiej jest. Zbyt zmęczona jestem na poprawki. 
PS:. Najgłupsza tradycja w mojej miejscowości to "śmiecenie", nie polecam.



see u, xx

sobota, 19 września 2015

#23 ŻALE I FLUSTRACJE

Człowiek się stara, nastawia się jak tylko można pozytywnie, żyje ciesząc się dniem. A życie co? Rzuca kłody pod nogi.
Jakby nie mogło być chociaż chwilę dłużej, wszystko dobrze. Znów muszę być doprowadzona do łez i zszarganych nerwów.
Mam ochotę się poddać, a jednocześnie nie dać za wygraną....
NIE PODDAM SIĘ, BO NIE!



Po pielgrzymce nogi to chyba mi zaraz odpadną, ale warto było. Ważne, że w najlepszym towarzystwie. ♥
Cały tydzień bez słodyczy nadrobiłam z podwójną siłą. Trzeba było uzupełnić cukry i się trochę naładować.

/notka bez ładu i składu czyli jak zwykle o niczym/

poniedziałek, 7 września 2015

#22 CZAS

Już początek trzeciej klasy pokazał, że będzie mi ciężko pogodzić pracę, szkołę i chłopaka, jeszcze czekam na telefon w sprawie jazd.
A przecież nauka w tym roku będzie naprawdę ważna z powodu zbliżającej się matury. W pracy już zaległości. Na samą myśl o tym ściska mnie w żołądku, bo przecież nie chcę jej stracić. Jednocześnie ciężko mi znalźć czas na to wszystko. Nie mówiąc już czasie dla siebie i wyłącznie dla siebie.
W dodatku chciałam zacząć ćwiczyć.
Jestem okropna w organizowaniu sobie wolnego czasu. Zawsze robię coś, czego nie powinnam jak, np. siedzenie na facebooku czy innych tego typu stronach.
W tym momencie zamiast pracować i nadrobić te wszystkie zaległości jakich sobie narobiłam, to siedzę tutaj i piszę w próżnię. Cóż za mądre posunięcie Adrianno.
Taka jestem. Kompletnie niezorganizowana.
Początek roku a ja już do szkoły przyszłam bez zeszytu do matematyki, a o tym kiedy zainteresowałam się kupnem książek, zeszytów i innych przyborów to nawet nie wspominam, bo najzwyczajniej wstyd i chańba.



Trzymajcie za mnie kciuki bym w końcu znalazła w sobie zaparcie i wzięła sprawy w swoje ręce. Ten rok mnie przeraża.



*dołączam jeszcze ściągawkę, która może się wam przyda w szkole czy na sprawdzianie :)
















see u, xx

czwartek, 3 września 2015

#21 NIEŚMIAŁOŚĆ PRZEZYWCIĘŻYĆ

A może po wakacjach wróciliśmy wszyscy całkiem inni?
Jestem pod wrażeniem zmiany jednej z znajomych mi osób. Taki progres jaki zrobiła jest niewyobrażalny. Zaczęłam się dlatego zastanawiać, czy sama potrafiłabym dokonać takiej ogromnej zmiany w zachowaniu i myśleniu.
Jak wiadomo (albo i nie) mam problem z nieśmiałością. Wiele razy starałam się z tym walczyć. Jasne, raz wychodziło lepiej raz gorzej ale to i tak dla mnie za mało. Czasem za bardzo się przejmuję tym co pomyślą o mnie inni ludzie, widząc mnie taką np. na ulicy. Często się peszę/zawstydzam. Najgorzej jest w szkole, gdzie do chodzi do sytuacji, że wmawiam sobie iż ktoś tam na korytarzu mnie obgaduje, śmieje się ze mnie. Ta moja przypadłość ma podłoże w gimnazjum. Wtedy właśnie dokuczano mi i wyśmiewano co zaoowocowało nadmiernym buraczeniem i stresem przed kontaktem z obcą mi osobą.
Nie polecam nikomu.
Nieśmiałość strasznie ogranicza.
Postanowiłam sobie, że skoro ta osoba dała radę przezwyciężyć swoje strachy i obawy to ja też jestem w stanie. W końcu silne ze mnie imadło.
Trzymam kciuki sama za siebie żeby wszystko poszło po mojej myśli.

Nikomu rad udzielić niestety nie mogę na ten temat. A to co czytałam w poradnikach, gdzie piszą jak walczyć są tak żenujące sytuacje przedstawione, że tego sobie oszczędzę. Nie będę chodzić po mieście i zagadywać do każdej osoby bo mnie do psychiatryka wyślą.
Plan jest takie, że jakoś małymi kroczkami będę starała się mniej przejmować, denerwować i czerwienić(o ile mi się uda to kontrolować).
Z czerwienieniem jest o tyle problem, że czasem nawet nie wiem, że się czerwienię. A co za tym idzie, nie umiem kontrolować czegoś co nie wiem czy w danym momencie występuje.

Będę z siebie bardzo zadowolona jeśli wszystko to co zaplanowałam się uda.




see u... xx

niedziela, 23 sierpnia 2015

#20 ZAPOMINKI

Przeglądałam niedawno swojego starego aska i znalazłam tam dosyć ciekawe pytanie. Zastanowiłam się nad nim dłużej i wyklarowała mi się dosyć sensowna, przynajmniej tak mi się wydaję, odpowiedź.
Oto pytanie:


"Da się zapomnieć o kimś, kto kiedyś był dla nas wszystkim?"


Można przestać o nim non stop myśleć,
można nie myśleć o nim każdego dnia,
każdego tygodnia,
każdego miesiąca,
może nawet każdego roku,
ale przychodzi znów taki dzień, chwila i wszystko wraca.
Ciężko zapomnieć.

To straszne, że osoby będące dla nas wszystkim, odchodzą...
Odchodzą pozostawiając cząstkę siebie. Skoro już decydują się nas zostawić to niech chociaż posprzątają po sobie a nie tak jak zazwyczaj bywa jest po nich okropny bałagan, który to MY musimy uporządkować. 

Możesz niejednokrotnie stawać na głowie by pomóc drugiej osobie a kiedy jest już wszystko dobrze, zostajesz porzucony jak niepotrzebny liść na jesień. Ludzie są egoistami, wkurzasz się na nich... ale i tak dobrze przecież wiesz, że jeśli znów zwróci się do ciebie po radę, ty i tak mu pomożesz. Długo próbowałam się wyleczyć z takiej znajomości. Powiem, że nadal są chwile gdy mam ochotę otworzyć okienko rozmowy i zapytać co nowego, czy wszystko okey. Muszę się powstrzymywać. Inaczej znów zraniła by mnie reakcja. 

niedziela, 5 lipca 2015

#19 PRACA, CHOROBA PSYCHICZNA, WAKACJE,

Witam,

Zacznę od tego, że nie będę znów mówić o bardzo długiej przerwie i o poprawie, częstrzym pisaniu itd... Z resztą, już chyba zdążyłam wszystkich przyzwyczaić, że mój zapał na początku sięga nieba a później szybko opada aż go brak a co jakiś czas jedynie powraca i zatacza się koło. Mamy wakacje, wszyscy się cieszą, wolne dni, czas na słodkie lenistwo. W tym roku połączyłam przyjemne z pożytecznym. Jako że bardzo lubie siedzieć w domu, zazwyczaj przy komputerze, to postanowiłam jakoś wykorzystać ten czas i znalazłam idealną dla siebie, przynajmniej na razie, pracę. Poświęcam jej kilka godzin w tygodniu. Czasem męczy bardziej, czasem mniej jak to praca, ale daję satysfakcję i w pewnym sensie spełnienie. Kolejnym plusem jest to, że rodzice już nie mogą mi wytykać, że nic nie robię bo przecież mam pracę. Martwi mnie tylko czy moja wypłata zostanie wypłacona. Jeśli nie, no cóż.. kolejne doświadczenie i zdobyłam nowe umiejętności, których w szkole nie uczą. Plus dla mnie, bo może w końcu będę miała co wpisać do swojego CV. Jak na razie to marnie ono wygląda, a w rozmowach face to face, też raczej mocna nie jestem więc poza internetem jestem na straconej pozycji. Jedyne co mi w życiu jako tako wychodzi to spanie, jedzenie, marudzenie, wyszukiwanie informacji w internecie(szpieg?) i pisanie. Pierwsze trzy czynności robię najlepiej. Nie byłabym sobą gdybym coś z tego zmieniła. No mniejsza, do pointy... szukajcie takich ofert pracy, które pozwolą wam się rozwinąć bo to będzie cenniejsze niż wypłata pieniężna.


*Zmiana tematu*
Często myślicie o swoim życiu?
"Co byłoby gdyby? A co jeśli bym miał/miała wypadek? Co oni o mnie myślą? Co mam robić? Jaką decyzję mam podjąć? Co jeśli zostanę sama? Czy poradzę sobie w życiu?"
Ja tak.
Bardzo niedawno polubiłam mówić sama do siebie. Okey, to brzmi bardzo dziwnie. Nie chodzi mi o głośne myślenie... tylko o mówienie do siebie w głowie. Emitowanie swojego głosu wewnątrz. Zaczęłam ze sobą rozmawiać i uświadomiło mi to kilka rzeczy...
Po pierwsze dobrze robi na ustabilizowanie swojego wewnętrznego ja,
po drugie już wcale nie potrzeba mówić o swoich problemach komuś innemu,
po trzecie można ze sobą przedyskutować wszystkie kwestie, za i przeciw, bez skrępowania,
po czwarte z kim jak z kim ale ze sobą to zawsze jesteśmy szczerzy.
Brzmię jak człowiek umysłowo chory.. może ... czasem.
Aczkolwiek bardzo się cieszę, że moje życie w ostatnich miesiącach potoczyło się właśnie tak a nie inaczej bo w końcu wiem jak być powinno, a jak nie.
Po to właśnie nabywamy doświadczenie by mieć porównanie, by odróżniać coś dobrego od tego nie do końca właściwego.

Jest godzina prawie 23, prawdopodobnie zaraz pójdę spać a jeśli nie to znajdę sobie znów zajęcie i znikne na kolejne kilka godzin, tym samym powodując swoje niewyspanie następnego dnia ale cóż, taka moja natura. Lubię chodzić spać późno. Wieczory są fajne, noce są fajne to trzeba korzystać.
Swoją drogą to zaraz się tu ugotuję, nawet wolę nie sprawdzać ile stopni jest w moim pokoju. Gdyby nie wiatraczek to pewnie spałabym gdzieś na dole, prawdopodobnie na ziemi w kuchni, bo kafelki,
Zapomniałam wspomnieć też, że mój ostatni wypad nad publiczny basen, gdzie jest bardzo dużo ludzi i za którym nie przepadam, okazał się być niezbyt mądrym pomysłem... albo przynajmniej leżenie na słońcu kilka godzin nim nie było. Przechodząc do sedna spałiło mnie tak, że boli bardziej niż kiedykolwiek po oparzeniu słonecznym.


Pomimo to sądzę, że wakacje w tym roku będą jak najbardziej udane, nie tylko ze względu na atrakcje czekające mnie przez ten okres ale też dzięki osobie, bez której pewnie umarłabym z powodu nudy. Pozdrawiam Cię, bo wiem, że to czytasz lub przeczytasz.



See u, xx

wtorek, 28 kwietnia 2015

#17

Najchętniej rzuciłabym wszystko w kąt i wyjechała gdzieś daleko...
tylko szkoda, że tracę siły kiedy w końcu w szkole zaczęło być fajnie (i nie mówię tu o lekcjach), zaczęłyśmy się jakoś tak bardziej dogadywać no i kurcze... z jednej strony chciałabym się "zgubić" a z drugiej, bardzo bym tęskniła.

Teraz kiedy to piszę, prawdopodobnie mam gorączkę ale to nie ważne skoro to szczera prawda.

Rozczulam się nad sobą, ale chciałabym w końcu znaleźć kogoś kogo akceptowałabym w 100% taki jaki jest, że dla niego mogłabym zrobić wszystko. Nadal szukam, a może raczej czekam kiedy się odnajdzie. Przecież już tyle razy próbowałam... tak - usprawiedliwienie? Jesteś jeszcze młoda, wszystko przed tobą. Kiedy ja teraz jestem słaba i teraz bardzo potrzebuję takiego kogoś. Przecież nie musi od razu stawać się moim chłopakiem... ale być przy mnie, choćby nie wiadomo co się działo.

Jestem głupia bo nie doceniam tego co mam.
Jednak oczekuję od życia czegoś więcej...
Chciałam się na razie skupić na znajomych... ale podrywacz chyba ze mnie.. dziwnie to brzmi bo w stosunkach damsko-męskich jestem nieśmiała. Bardziej chodzi mi o to, że co jakiś czas upatrze sobie obiekt i dąże do tego by cokolwiek się zadziało. To głupie. Najlepsze, że nikt by się po mnie tego nie spodziewał. Taka niepozorna... na takie trzeba uważać.

czwartek, 23 kwietnia 2015

#16

Wróciłam znów do biegania, trzeba wziąć się za siebie bo wakacje już niedługo.

A w sercu nadal pustka i dobrze. Zasłużyłam sobie na to.

wtorek, 21 kwietnia 2015

#15 BEZ NAZWY

USUNĘŁAM TO CO NAPISAŁAM BO OKAZAŁO SIĘ TOTALNYM IDIOTYZMEM Z MOJEJ STRONY. 
JEDNAK DOBRZE, ŻE PRZESTAŁAM DODAWAĆ TUTAJ NOTKI.

środa, 7 stycznia 2015

#14 MOTYWACJA

Przed świętami zaczęłam ćwiczyć. Wytrwałam tydzień. Były to ćwiczenia na brzuch, uda i pośladki z Mel B. Czułam się po nich o wiele lepiej. Niestety później miałam mały wypadek na wf'ie i przestałam "trenować" z powodu okropnego i nieustającego bólu głowy.  Teraz mam zamiar znów spróbować do tego wrócić, ale jest ciężko. Znów powoli wygrywa ze mną leń. To źle. bo do lata trzeba się wyrobić. Chcę mieć super ciałko. Wiem to nie jest kwestia miesiąca czy dwóch. Mimo to chcę spróbować.

 



Muszę w końcu spiąć ten leniwy tyłek i ruszyć się, bo nikt za mnie tego nie zrobi. Aktualnie zbieram sobie cały folder zdjęć i informacji, aby maksymalnie skupić się na celu i jego realizacji.

Przechodząc do tematu notki - motywacji. Bardzo ważna podczas ćwiczeń. Motywuję się jak tylko potrafię ale chyba potrzeba takiego mocnego kopa od osób trzecich. Chciałabym być wytrwała w tym co robię, niestety rzadko kiedy mi to wychodzi. Jest nowy rok więc pewnie jak większość osób mam takie same postanowienia. Później okaże się, kto w nim wytrwał a kto odpuścił. Nie chcę zaczynać na straconej pozycji, ale coś słabo to czuję.



kilka ćwiczeń: