hej

Wejdź, rozejrzyj się i przeczytaj... mile widziany komentarz :)

niedziela, 6 sierpnia 2017

#27 I just wanna hear you say "you got me baby, are you mine"?

Milion razy usuwałam i pisałam na nowo początek tego posta. Każdy wydawał mi się taki tandetny i pospolity. Trudno opisać uczucia, które nie do końca rozumiemy. Spróbujmy jeszcze raz.
Kiedyś myślałam, że taka miłość, w której z każdym dniem zakochujesz się coraz bardziej, komu jak komu ale mi się nie wydarzy. Jak bardzo się wtedy myliłam. Szalenie dziękuję za takie uczucie i osobę, która doświadcza tego samego. Nigdy jeszcze w ciągu 20 lat nie byłam tak bardzo pewna tego co czuję. Nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej. 
Rok to bardzo dużo i jednocześnie bardzo mało czasu na poznanie drugiego człowieka. Długo bo przez ten okres dowiadujemy się o jego przyzwyczajeniach, zainteresowaniach, znajomych, pracy, rodzinie, itd. Natomiast krótko jeśli pomyślimy tutaj o wspólnej przyszłości - miejmy nadzieję - po grób. 
Jestem bezczelnie szczęśliwą osobą. Zdarza się czasem, że czuję smutek, jak na przykład teraz kiedy musiałam się pożegnać i rozstać na kilka dni. To jest zdecydowanie zasmucające, gdy nie widzimy się codziennie albo chociaż co drugi dzień. Raczej rzadko dopuszczamy się takich przerw, bo to powoduje tylko sprzeczki. Przebywanie razem wychodzi nam lepiej niż osobno. Wiele ludzi mówiło, że im więcej się widzą tym więcej kłótni, a u nas to działa zupełnie odwrotnie. 
Oby tak było już zawsze. 



"Well, are you mine? (are you mine tomorrow?)
Are you mine? (or just mine tonight?)
Are you mine? (are you mine? Mine?)

And the thrill of the chase moves in mysterious ways
So in case I'm mistaken,
I just wanna hear you say "you got me baby
Are you mine"?"

poniedziałek, 23 stycznia 2017

#26 Bohater i wybawiciel.

Mieliście tak kiedyś, że cierpicie z powodu niebytu jakiejś osoby?
A co jeśli widzieliście się z nią 10 minut temu?
Czy to już obsesja? Choroba psychiczna? Uzależnienie?
Wczoraj czytałam, że nie można uznawać miłości za uzależnienie bo uzależnienie jest złe i powinno się je leczyć. Ale kiedy to "uzależnienie" nie jest wcale szkodliwe.
Daje mi dużo szczęścia, radości... nadaje sens mojemu życiu.
Wiecie jak to jest w życiu się trochę pogubić? Że sodówka uderza do głowy i nagle uznajemy, że jesteśmy bogami imprez, nasza głowa nigdy nie zesłabnie od alkoholu a chwianie się na nogach jest oznaką zajebistości. Zdarzało się najlepszym (tak to sobie tłumaczę), zdarzyło się i mi. Bardzo cieszy mnie fakt, że znalazła się osoba, która wyciągnęła mnie z tego, która pozwoliła mi sobie uświadomić, że to co robię wcale nie jest takie super jak mi się wydaje. Inaczej... co sobotę impreza, klub, alkohol, zielsko, co jeszcze tego nikt nie wie. Udało mi się z tego wyleczyć. Ale wszystko miało swoją cenę. Tym samym straciłam grupę przyjaciółek. Wykruszyłam się. Nie interesowały mnie już imprezy, to je nie interesowałam moja osoba. Przeżyłam. Szkoda ale przeżyłam.
Wiecie co? Teraz jest o stokroć lepiej. Nie mówię, że imprezy są złe... ale trzeba znać umiar, którego ja się nauczyć nie potrafiłam - do czasu. Z tego miejsca bardzo Ci dziękuję za to wszystko(chociaż wątpie iż dam Ci to przeczytać), nie wyobrażam sobie życia tak pustego jak było wcześniej. Widocznie musiało stać się coś okropnego, bym sobie uświadomiła jakie mam priorytety i zobaczyła co jest dla mnie tak naprawdę ważne, a tym czymś a raczej kimś jest ON. Mój bohater i wybawiciel.


środa, 9 marca 2016

#25 SENNA

Mam wrażenie w ostatnim czasie, że przy każdej wykonywanej przeze mnie czynności chce mi się spać. Nie wiem czy to może moja wina, czy faktycznie coś ze mną jest nie tak. Byłam na badaniach, czekam na wyniki. Zobaczymy jak to będzie.
Na razie uznałam to za strasznie męczące. Zasypiam gdzie popadnie, w szkole, w autobusie, w samochodzie... Nie potrafię tego kontrolować. Chce mi się spać i momentalnie zamykają się oczy, a próby opierania się często wychodzą na marne.

-----
Badania wykazały, że mam dosyć znaczny niedobór magnezu i wapnia. Jestem już po kuracji uzupełnienia go. Odstawiłam też dodatkowo kawę, żeby przypadkiem branie tabletek(ogromnych) nie poszło na marne, bo jak wiadomo kawa wypłukuje magnez z organizmu. Wiecie co? Wcale się nie czuję gorzej bez kawy. W zasadzie to jest wszystko po staremu, oprócz tego że teraz jestem ciut mniej śpiąca. :)
Zdrowa jak koń! hahaha prawie

poniedziałek, 26 października 2015

#24 IT'S MY BIRTHDAY

Witam,

Nie wyobrażam sobie bym miała nie napisać tu notki o moich OSIEMNASTYCH URODZINACH.
Niby nic wielkiego, to tylko kolejna liczba... a jednak. 
Magiczna data, symbol wkroczenia w dorosłość, a jak wiadomo my Polacy (chociaż można to powiedzieć również o ludziach innych narodowości) to jesteśmy szczególnie przywiązani do symboli. 
Jasne, to fajne, że możesz iść do sklepu i z dumą pokazać dowód przy kupowaniu, np. alkoholu. Ale wydaje mi się, że jest w tym coś więcej. 
Jako dorosły człowiek mamy świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny, zachowanie, słowa. Wiemy co możemy, czego nie, a co jesteśmy w ewentualnym razie "znieść" i jakie są tego konsekwencje. 
A co do tego ma szczyl, który zachowuje się jak 15latek wypuszczony po 8 latach niewoli w dżungli? 
Ano to, że powinien pozwolić sobie na chwilkę refleksji i może jakimś cudownym sposobem dojdzie do tego, że może faktycznie i on potrafi być odpowiedzialny i sam o sobie, w sposób właściwy, decydować. 

Ale bycie pełnoletnim a dorosłym to przecież różnica!

Racja, dlatego stając się pełnoletnim obywatelem naszego jakże cudnego i pięknego państwa, powinniśmy sobie uświadomić nasz aktualny "awans na wyższy lewel" i jakie są tego następstwa. Bo przecież bycie dorosłym to nie tylko podejmowanie własnych decyzji o swoim życiu, ale też umiejętne radzenie sobie z przeszkodami, które stają na naszej drodze. 

Cóż... może i często zachowuję się jak niedorozwinięty 13latek, ale tylko w momentach kiedy wiem, że mogę sobie na to pozwolić. Nie czuję się dorosła, chociaż wiem, że powinnam. Myślę, że w przestrzeni kilku miesięcy lub tygodni, wyjaśni się i wyklaruje co i jak z tym moim życiem. 

Mam wrażenie, że nie do końca opisałam dokładnie to co chciałam, ale zostawiam to w takiej formie jakiej jest. Zbyt zmęczona jestem na poprawki. 
PS:. Najgłupsza tradycja w mojej miejscowości to "śmiecenie", nie polecam.



see u, xx

sobota, 19 września 2015

#23 ŻALE I FLUSTRACJE

Człowiek się stara, nastawia się jak tylko można pozytywnie, żyje ciesząc się dniem. A życie co? Rzuca kłody pod nogi.
Jakby nie mogło być chociaż chwilę dłużej, wszystko dobrze. Znów muszę być doprowadzona do łez i zszarganych nerwów.
Mam ochotę się poddać, a jednocześnie nie dać za wygraną....
NIE PODDAM SIĘ, BO NIE!



Po pielgrzymce nogi to chyba mi zaraz odpadną, ale warto było. Ważne, że w najlepszym towarzystwie. ♥
Cały tydzień bez słodyczy nadrobiłam z podwójną siłą. Trzeba było uzupełnić cukry i się trochę naładować.

/notka bez ładu i składu czyli jak zwykle o niczym/

poniedziałek, 7 września 2015

#22 CZAS

Już początek trzeciej klasy pokazał, że będzie mi ciężko pogodzić pracę, szkołę i chłopaka, jeszcze czekam na telefon w sprawie jazd.
A przecież nauka w tym roku będzie naprawdę ważna z powodu zbliżającej się matury. W pracy już zaległości. Na samą myśl o tym ściska mnie w żołądku, bo przecież nie chcę jej stracić. Jednocześnie ciężko mi znalźć czas na to wszystko. Nie mówiąc już czasie dla siebie i wyłącznie dla siebie.
W dodatku chciałam zacząć ćwiczyć.
Jestem okropna w organizowaniu sobie wolnego czasu. Zawsze robię coś, czego nie powinnam jak, np. siedzenie na facebooku czy innych tego typu stronach.
W tym momencie zamiast pracować i nadrobić te wszystkie zaległości jakich sobie narobiłam, to siedzę tutaj i piszę w próżnię. Cóż za mądre posunięcie Adrianno.
Taka jestem. Kompletnie niezorganizowana.
Początek roku a ja już do szkoły przyszłam bez zeszytu do matematyki, a o tym kiedy zainteresowałam się kupnem książek, zeszytów i innych przyborów to nawet nie wspominam, bo najzwyczajniej wstyd i chańba.



Trzymajcie za mnie kciuki bym w końcu znalazła w sobie zaparcie i wzięła sprawy w swoje ręce. Ten rok mnie przeraża.



*dołączam jeszcze ściągawkę, która może się wam przyda w szkole czy na sprawdzianie :)
















see u, xx

czwartek, 3 września 2015

#21 NIEŚMIAŁOŚĆ PRZEZYWCIĘŻYĆ

A może po wakacjach wróciliśmy wszyscy całkiem inni?
Jestem pod wrażeniem zmiany jednej z znajomych mi osób. Taki progres jaki zrobiła jest niewyobrażalny. Zaczęłam się dlatego zastanawiać, czy sama potrafiłabym dokonać takiej ogromnej zmiany w zachowaniu i myśleniu.
Jak wiadomo (albo i nie) mam problem z nieśmiałością. Wiele razy starałam się z tym walczyć. Jasne, raz wychodziło lepiej raz gorzej ale to i tak dla mnie za mało. Czasem za bardzo się przejmuję tym co pomyślą o mnie inni ludzie, widząc mnie taką np. na ulicy. Często się peszę/zawstydzam. Najgorzej jest w szkole, gdzie do chodzi do sytuacji, że wmawiam sobie iż ktoś tam na korytarzu mnie obgaduje, śmieje się ze mnie. Ta moja przypadłość ma podłoże w gimnazjum. Wtedy właśnie dokuczano mi i wyśmiewano co zaoowocowało nadmiernym buraczeniem i stresem przed kontaktem z obcą mi osobą.
Nie polecam nikomu.
Nieśmiałość strasznie ogranicza.
Postanowiłam sobie, że skoro ta osoba dała radę przezwyciężyć swoje strachy i obawy to ja też jestem w stanie. W końcu silne ze mnie imadło.
Trzymam kciuki sama za siebie żeby wszystko poszło po mojej myśli.

Nikomu rad udzielić niestety nie mogę na ten temat. A to co czytałam w poradnikach, gdzie piszą jak walczyć są tak żenujące sytuacje przedstawione, że tego sobie oszczędzę. Nie będę chodzić po mieście i zagadywać do każdej osoby bo mnie do psychiatryka wyślą.
Plan jest takie, że jakoś małymi kroczkami będę starała się mniej przejmować, denerwować i czerwienić(o ile mi się uda to kontrolować).
Z czerwienieniem jest o tyle problem, że czasem nawet nie wiem, że się czerwienię. A co za tym idzie, nie umiem kontrolować czegoś co nie wiem czy w danym momencie występuje.

Będę z siebie bardzo zadowolona jeśli wszystko to co zaplanowałam się uda.




see u... xx